|
Blog > Najnowsze wpisy znalezionych: 225, strona 10 z 45 <<< • 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 • >>> Targi Książki w Warszawie 2009-05-21 13:09:39 Zapraszam na Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie.
Można mnie spotkać w piątek, 22 maja 2009, w godzinach 12:00-13:30 na stoisku wydawnictwa Akapit-Press (sektor D, st. 430).
Spotkanie w Mrozach 2009-05-18 21:08:43 Szkoła Podstawowa w Mrozach to jedno z najsympatyczniejszych miejsc, w jakich byłam. Jedna z tych szkół, do których chciałoby się chodzić - a co więcej, potwierdzają to uczennice, które przysłały mi maile po spotkaniu.
Już na początku spotkania mnie zaskoczono. I to tak, że kompletnie mnie zatkało (a to takim gadułom jak ja naprawdę rzadko się zdarza): Dziewczyny z Koła Przyjaciół Biblioteki wystawiły sztukę, którą przygotowały na podstawie "Trzynastki na karku". Nagle miałam przed oczami świetnie "zrobione" i zagrane Anię, Paulę, Nikę i Blondi. Od razu było widać, która jest która!
Oto one:
Wiecie, kto jest kim, prawda?
(Dla tych, co nie wiedzą:
Kasia w roli Blondi,
Aldona w roli Pauli
Karolina w roli Niki
Ola w roli Ani)
Dziewczyny wyszły wyrzucić śmieci i "trochę" zabawiły na swojej ławeczce, przy okazji zabawiając także widownię - czyli piąto- i szóstoklasistów z Mrozów.
Pytania były ciekawe, publiczność fantastyczna, a panie z Biblioteki, szczególnie organizatorka spotkania - pani Ewa - okazały się sympatycznymi osobami, które bardzo dbają o bibliotekę i o to, żeby dzieci chętnie do niej zaglądały. Zresztą, kto by nie chciał zaglądać do takiej biblioteki? Z nowymi komputerami, internetem, a przede wszystkim z masą książek i osobami, które chętnie znajdą takie, które im się spodobają?
Dostałam też niesamowite prezenty - Ania podarowała mi własnoręcznie namalowany portret oraz wizerunki bohaterek "Trzynastki na karku". Prawda, że są fantastyczne? Osoby, którym je pokazałam były zachwycone, usłyszałam nawet, że "Paula po prostu wymiata":)
^Autorką wszystkich rysunków jest Anna Maria Chmielewska
Dostałam także prace czytelniczek na temat moich książek oraz zdjęcia, które niniejszym prezentuję.
Spotkanie w Dublinie 2009-05-07 21:55:53 Do Polskiej Szkoły w Dublinie dotarłam wyłącznie dzięki Marcinowi Stanikowskiemu. Bez niego nie sądzę, bym tam trafiła. Mieszkaliśmy daleko od niej, nie znałam miasta (bo byłam w nim pierwszy raz, pierwszy dzień), a Polska Szkoła w Blackrock mieści się w budynku na co dzień będącym szkołą irlandzką. Jak na szkołę jest zresztą dosyć ciekawie wyposażona. Nigdy wcześniej nie widziałam w szkolnych salach pralek. Albo żelazek...
Były też kuchenki i inne urządzenia "typu AGD", bo irlandzkie dzieci poza "zwykłymi" przedmiotami uczą się w szkołach codziennych czynności. Uważam, że to znakomity pomysł w czasach, gdy wielu rodziców nie uczy tego swoich dzieci i mogą one mieć w przyszłości problemy z codziennym "poradzeniem sobie".
Co ciekawsze, w Irlandii też nie jest to nowy wynalazek. Dowiedziałam się, że co najmniej od lat pięćdziesiątych wszystkie irlandzkie dzieci uczą się gotowania, prania, prasowania i sprzątania. Na oceny!
Polska szkoła funkcjonuje w weekendy, a dzieci uczą się w niej języka polskiego, historii i... matematyki! Bo okazuje się, że matematykę mamy na wyższym poziomie niż Irlandczycy. Jedna z dziewczyn powiedziała mi, że w jej szkole w czasie, gdy reszta klasy uczy na matematyce czegoś, co ona i jej koleżanka z Węgier już umieją, mają dodatkowy angielski.
W Dublinie na spotkanie przyszła ponad setka osób! Wśród nich byli i szóstoklasiści i maluchy, z nauczania początkowego.
Ponieważ mój głos ciągle jeszcze nie "działał" jak trzeba, o przeczytanie fragmentu poprosiłam Anetę, która zapoznała uczestników z początkiem "Przeboju na pięć".
Potem pokrótce opowiedziałam o książkach i od razu posypały się pytania. Było ich tyle, że z przykrością przyznaję, że nie zdążyłam odpowiedzieć na wszystkie...
Szóstoklasiści pytali o wpływ innych pisarzy na moją twórczość, o to, jak wydać książkę i jak zostać pisarzem.
Maluchy zadawały pytania bardziej przyziemne lub osobiste, jak:
- Skąd pani wzięła papier na te książki?
- Czy lubi pani zwierzęta?
- Ma pani zwierzątko?
Niektórzy też opowiadali coś o sobie, co też było bardzo sympatyczne.
Potem tradycyjnie, przyszedł czas na autografy.
Na koniec zrobiliśmy sobie trochę zdjęć.
To Pani Mariola Iżycka, dyrektor Polskiej Szkoły w Dublinie, a ta śliczna dziewczynka to Laura S. :)
To mama Laury, Ula Stanikowska, nauczycielka w Polskiej Szkole.
A to jej tata, Marcin, dzięki któremu w ogóle tam dotarłam.
Spotkania w Serocku 2009-05-04 19:01:40 Dziś odwiedziłam Serock - na zaproszenie Biblioteki w tym mieście. Dojazd był z "przygodami", ale warto było. ;)
Najpierw spotkałam się z uczniami ze szkoły podstawowej, którzy zasypali mnie ciekawymi pytaniami. Oto niektóre z nich:
- Czy napisała pani książkę o owocach i warzywach?
- Czy nie ma pani czasem dość tego pisania?
- Ile książek pani czyta na rok?
- Ile książek i stron pani pisze na rok?
- Napisze pani jakąś książkę o zwierzętach?
- Woli pani książki dla dzieci czy dla dorosłych?
- Co pani woli: pisać czy czytać?
Przepytano mnie także ze znajomości lektur i innych książek, jakie czytają młodzi ludzie.
Później odbyło się spotkanie z gimnazjalistami. Niestety oni nie byli tak otwarci i śmiali jak ich młodsi koledzy. Pytania były tylko dwa - ale bardzo ciekawe:
- Jak się "zabrać" za pisanie książki?
Oraz:
- Co trzeba skończyć, żeby zostać pisarzem?
Pytania posypały się za to po spotkaniu - na skrzynkę mailową...
Ludzie, proszę, pytajcie na spotkaniach! Będzie ciekawiej :) No i posłuchacie o tym, o czym chcecie posłuchać, nie o tym, co mnie się wydaje, że Was interesuje (bo przecież mogę się mylić...).
Relację ze spotkań można przeczytać tutaj.
Spotkanie z uczniami z Polskiej Szkoły w Cork 2009-05-02 20:37:06 Spotkanie z uczniami Polskiej Szkoły odbyło się w Bibliotece Główniej w Cork. Dzień wcześniej, jeszcze przed "Rozmowami..." poszłam sprawdzić, gdzie to jest, żeby przypadkiem się nie spóźnić na spotkanie ;)
Bibliotekę znalazłam dosyć szybko, dzięki pomocy mieszkańców, którzy okazali się dobrze zorientowani w temacie. Nic dziwnego, w bibliotece zastałam wielu czytelników. W polskich bibliotekach rzadko obserwuje się tak duże zainteresowanie, tam mieszkańcy przeglądali ksiązki na półkach, korzystali z komputerów, a niektórzy siedzieli na fotelach i czytali - w bibliotece.
Właśnie zaczynał się festiwal książek. Dostałam ulotkę z informacjami o zaplanowanych z tej okazji imprezach i... znalazłam w niej siebie.
"Zdrobniono" mnie - i dobrze! Lubię to zdrobnienie :)
Mam imię, które stanowi problem dla cudzoziemców i sprawia, że długo trwa rozdawanie autografów na spotkaniach. Czasem wtedy żałuję, że nie mam na imię np. Ewa. A na nazwisko np. Gil :) Kiedy rozmawiam z obcokrajowcami nie mam nic przeciwko tłumaczeniu mojego imienia. Przez całe wieki tłumaczono imiona, więc dlaczego teraz nie mielibyśmy tego robić?
Niestety na samo spotkanie przeziębienie kompletnie mnie rozwaliło. Miałam gorączkę, za to prawie nie miałam głosu. :( A akurat był mi on bardzo potrzebny...
W bibliotece byłam już dwie godziny przed spotkaniem, bo lało jak z cebra, a do jedenastej musiałam się wymeldować. Po spotkaniu jechałam do Dublina, gdzie następnego dnia miałam spotkanie z uczniami Polskiej Szkoły w Blackrock.
Kiedy przybyłam do Biblioteki i się przedstawiłam od razu się mną "zaopiekowano". Przesympatyczna Breda Hassett przedstawiła mnie innym osobom w bibliotece. Poznałam m.in. Thomasa McCarthy, irlandzkiego poetę, którego utwory tłumaczone są na wiele języków, m.in. na polski.
Podobnie jak wielu naprawdę dobrych pisarzy, Thomas okazał się sympatycznym, skromnym człowiekiem. Porozmawialiśmy o książkach oraz o branży wydawniczej w Polsce i w Irlandii (czemu ja tam nie mieszkam?!). Ponieważ znam i lubię irlandzką literaturę, popytałam o autorów, których sobie cenię i dowiedziałam się, że oni też są sympatycznymi, "normalnymi" ludźmi. Przyznam, że mnie to nie zaskoczyło. :)
Bibliotekarze z Cork również są bardzo miłymi ludźmi :) Widząc mój "spadek formy" proponowali własne remedia na przeziębienie. Dzięki paracetamolowi od Bredy udało mi się odzyskać jakąś część świadomości ;)
Z uwagi na pogodę w spotkaniu wzięła udział tylko cześć uczniów z Polskiej Szkoły. Niemniej jednak byli to uczniowie bardzo zainteresowani tematem. Znali moje książki i pytali o konkretne rzeczy z nimi związane. Opowiedzieli mi też o swoim życiu w Irlandii, o tym, jak tu trafili, jak sobie radzą z życiem w nowym kraju i jak wygląda nauka i "życie towarzyskie" w irlandzkich szkołach. Padł pomysł, aby w kolejnych moich książkach pojawili się młodzi Polacy, zamieszkali w Irlandii. Przyznam, że coraz więcej o tym myślę - ponieważ jednak nigdy nie chodziłam do irlandzkiej szkoły - będę potrzebowała licznych konsultacji! :)
Po spotkaniu otrzymałam tytuł Honorowego Ambasadora Literatury Polskiej dla Dzieci i Młodzieży w Irlandii, przyznany mi przez Kampanię MAMA, TATA... & MYSELF?
Breda Hasesett, Thomas McCarthy i ja
Constant reader ;)
Breda bardzo sympatycznie przedstawiła mnie uczestnikom spotkania.
...no i jestem honorowym Ambasadorem Literatury Polskiej dla Dzieci i Młodzieży w Irlandii.
znalezionych: 225, strona 10 z 45 <<< • 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 • >>>
|